Artykuł był inspirowany tekstem
Źródło: The Star (Malezja)
Gasing: malezyjski bączek, który trafił na monety i do rąk całej rodziny
Posłuchaj rozmowy Muxio i Muzci:
Muxio: Muzciu, nudzi mi się. Zagramy w coś całą rodziną?
Muzcia: Muxio, poznaj gasing. To tradycyjny malezyjski bączek, tak ważny, że jego wizerunek trafił na malezyjskie monety.
Muxio: Na monety? Bączek? To musi być naprawdę ważna zabawa.
Muzcia: Tak, obok latawca wau, sztyletu, pudełka na betel, bębna i gry congkak.
Muxio: A jak się w to gra?
Muzcia: Tradycyjnie nawija się sznurek i puszcza bączek. To wymaga sporej wprawy. W wiosce Kampung Tenang w stanie Johor działa nawet arena do gasingu.
Muxio: Arena dla bączków? To ich jest pewnie dużo w Malezji.
Muzcia: Rzemieślnik Muhammad Yunus Ismail mówi, że w całej Malezji działa jeszcze około dziesięciu takich aren.
Muxio: A ja pewnie nie dałbym rady ze sznurkiem.
Muzcia: I właśnie dla takich jak ty przez siedem lat projektował nowe bączki. Puszcza się je ręką na specjalnej planszy, bez sznurka. Są mniejsze, kolorowe i nowoczesne, a dzieci mogą grać od razu.
Muxio: Z czego je robi? Z plastiku? Bo kolorowe zabawki zwykle są plastikowe.
Muzcia: Tylko z dwóch lokalnych gatunków drewna, cengal i merbau. Toczy je na tokarce, głównie ręcznie, więc robi trzydzieści do pięćdziesięciu sztuk dziennie.
Muxio: To mało. Zamówień chyba ma więcej?
Muzcia: Musiał odmówić zamówień na dziesiątki tysięcy sztuk. Marzy o półautomatycznych maszynach. W dwa tysiące osiemnastym wygrał też konkurs rękodzieła w Johorze.
Muxio: Skąd u niego taka miłość do bączków?
Muzcia: Od taty, zapalonego gracza. Pan Muhammad chce, żeby kolejne pokolenia dalej puszczały gasing. Kręcimy?
Artykuł powstał przy pomocy AI Grok.