Tajemnicza Epidemia w Pont-Saint-Esprit: Masowe halucynacje 1951 Roku

Tajemnicza epidemia, która nawiedziła małe francuskie miasteczko Pont-Saint-Esprit w sierpniu 1951 roku, pozostaje jednym z najbardziej zagadkowych przypadków masowych halucynacji w historii współczesnej. Mieszkańcy nagle zaczęli doświadczać przerażających wizji, konwulsji i zachowywać się w sposób irracjonalny, jakby całe miasto popadło w szaleństwo. Początkowo lekarze podejrzewali zatrucie ergotem - toksycznym grzybem pasożytującym na życie. Jednakże dekady później pojawiły się szokujące doniesienia sugerujące, że za incydentem mogły stać eksperymenty CIA z substancją psychoaktywną LSD. Mimo to, naukowcy wciąż kwestionują obie teorie, wskazując na niezgodności w objawach i techniczne trudności. W rzeczywistości, ponad 70 lat po tych wydarzeniach, francuskie władze nadal nie przeprowadziły dogłębnego śledztwa, pozostawiając mieszkańców bez odpowiedzi na pytanie: co naprawdę wywołało zbiorowe halucynacje, które na zawsze zmieniły historię ich miasteczka?

Świadkowie opisują apokaliptyczne sceny

Szesnastego sierpnia 1951 roku ulice Pont-Saint-Esprit stały się świadkami scen, które mieszkańcy miasteczka pamiętają do dziś. W ciągu kilku godzin setki osób zaczęły doświadczać przerażających halucynacji i zachowywać się w sposób, który przypominał zbiorowe szaleństwo. Według dostępnych danych, odnotowano ponad 250 takich przypadków, z których 50 osób zostało umieszczonych w ośrodkach dla psychicznie chorych, a 7 zginęło.

Listonosz Leon Armunier traci przytomność

Jednym z pierwszych, którzy doświadczyli objawów, był miejscowy listonosz Leon Armunier. Podczas wykonywania codziennych obowiązków nagle poczuł się źle. "To było straszne. Miałem wrażenie, że się kurczę i kurczę. Moje ramiona oplatały węże i ogień" - wspominał po latach 87-letni Armunier. Mężczyzna spadł z roweru i natychmiast został przewieziony do szpitala w Awinionie.

W placówce medycznej listonosz został ubrany w kaftan bezpieczeństwa. Trafił do pokoju z trzema nastolatkami, których przykuto łańcuchami do łóżek, aby utrzymać ich pod kontrolą. "Niektórzy z moich przyjaciół próbowali wyskoczyć przez okno. Dziko się miotali... krzyczeli, a dźwięk metalowych łóżek i skakanie w górę i w dół... hałas był straszny" - relacjonował Armunier. "Wolałbym umrzeć, niż przechodzić przez to ponownie" - dodawał.

Dzieci i dorośli doświadczają przerażających wizji

Podczas gdy listonosz walczył z własnymi demonami w szpitalu, w miasteczku rozpętało się prawdziwe piekło. Mała dziewczynka krzyczała, że goni ją tygrys; chłopiec próbował udusić matkę. Jedenastolatek usiłował udusić swoją babcię, a inny mężczyzna, krzycząc "jestem samolotem", wyskoczył z czwartego piętra, łamiąc sobie nogi. Mimo poważnych obrażeń, był w stanie przejść jeszcze około 50 metrów.

Halucynacje mieszkańców przybierały różnorodne formy. Kobieta i jej mąż gonili się trzymając noże, otyły mężczyzna rozbijał meble próbując wyrzucić z domu niewidzialne drapieżne zwierzęta. Jeden z mieszkańców wbiegł do sklepu mięsnego, błagając pracowników o rozcięcie jego brzucha - twierdził, że od środka zjadają go węże. Inny "zobaczył jak serce uciekło mu przez stopy" i prosił lekarza, by umieścił je z powrotem na miejsce.

Ówczesna gazeta "The Times" relacjonowała: "Wśród ogarniętych szaleństwem wzrastała panika: pacjenci rzucali się na łóżkach, krzycząc, że z ich ciał wyrastają krwawe kwiaty, że ich głowy zamieniają się w roztopiony ołów. Wielu pacjentów musiało zostać przywiązanych do szpitalnych łóżek, a gdy tych zabrakło, wykorzystywano nawet lejce.

Zwierzęta również zachowują się irracjonalnie

Niesamowite jest to, że objawy nie ograniczały się wyłącznie do ludzi. Również zwierzęta w Pont-Saint-Esprit wykazywały nienaturalne zachowania. Najbardziej znanym przypadkiem był pies, który gryzł kamienie aż połamał sobie zęby. Ta obserwacja skłoniła niektórych badaczy do zastanowienia się, czy przyczyną nie było coś, co dotknęło zarówno ludzi, jak i zwierzęta - być może substancja znajdująca się w pożywieniu lub wodzie.

W rezultacie tych dramatycznych wydarzeń liczba poszkodowanych rosła z każdą godziną. Z powodu olbrzymiej liczby przypadków halucynacji szpitale w regionie szybko zapełniły się, a służby medyczne zmuszone były sprowadzać karetki z sąsiednich rejonów. Dantejskie sceny rozgrywające się w miasteczku na długo pozostały w pamięci mieszkańców, a tajemnica tego, co naprawdę wydarzyło się w Pont-Saint-Esprit, do dziś nie została w pełni wyjaśniona.

Lekarze podejrzewają zatrucie ergotem

Po kilku dniach apokaliptycznych scen w Pont-Saint-Esprit, dwaj lekarze - Jean Vieu i Albert Gabbai - 19 sierpnia 1951 roku doszli do przełomowego wniosku. Według ich ustaleń, przyczyną masowego obłędu mieszkańców był chleb z lokalnej piekarni Roch Briand.

Czym jest ergot i jak działa?

Ergot, znany również jako sporysz, to przetrwalnik grzyba buławinki czerwonej (Claviceps purpurea), który pasożytuje głównie na kłosach żyta. Jego działanie znano już w medycynie XIV-wiecznej, kiedy wykorzystywano go do wywoływania porodów i hamowania krwotoków poporodowych. W naturze ergot pojawia się przede wszystkim na zbożach, zwłaszcza życie, wytwarzając niebezpieczne dla człowieka alkaloidy.

Substancja ta oddziałuje na receptory serotoninergiczne oraz α-adrenergiczne w naczyniach krwionośnych, powodując ich obkurczanie. Ergotamina kurczy mięśnie gładkie naczyń krwionośnych oraz macicę, wiążąc się z receptorami serotoniny, noradrenaliny oraz dopaminy. W dawkach toksycznych wywołuje różnorodne zaburzenia neurologiczne i wegetatywne, prowadząc nawet do zgorzeli tkanek miękkich.

Zatrucie ergotem objawia się na dwa sposoby. W postaci ostrej rozwija się błyskawicznie, wywołując uporczywe wymioty, bóle brzucha, uczucie mrowienia, zaburzenia czucia i oddychania. Z kolei zatrucie przewlekłe może mieć postać zgorzelinową (zaburzenia ukrwienia palców, martwica) lub drgawkową (drgawki, porażenie kończyn, zaburzenia widzenia, słyszenia, mowy oraz zmiany zachowania i osobowości).

Dlaczego podejrzewano piekarnię Roch Briand?

Lekarze Vieu i Gabbai zauważyli wyraźny wzorzec podczas przesłuchiwania pacjentów. Wszystkie osoby, które zachorowały, kupiły chleb w piekarni Briand. Dowody były niepodważalne. W jednej rodzinie, wszyscy czterej członkowie, którzy spożyli zakupiony chleb, zachorowali, podczas gdy pozostałych pięć osób, które go nie jadły, pozostało zdrowych. W innej rodzinie, spośród siedmiu osób, pięć jadło chleb i wszystkie zachorowały, natomiast dwie preferujące suchary nie wykazały żadnych objawów.

Następnego dnia po ustaleniach lekarzy powiadomiono prokuraturę i policję. Początkowo za winnego uznano piekarza Rocha Brianda. Jednakże podejrzenia szybko rozszerzyły się również na młynarza Maurice'a Mailleta, z którego młyna pochodziła mąka wykorzystywana do wypieku feralnego chleba.

Warto podkreślić, że żywność produkowana tuż po wojnie często nie spełniała żadnych norm bezpieczeństwa i była najgorszej jakości. Do mąki dodawano różne składniki, które mogły zagrażać zdrowiu i życiu konsumentów. W konsekwencji piekarz został aresztowany, a piekarnię zamknięto.

Czy warunki pogodowe sprzyjały rozwojowi grzyba?

Naukowcy z Uniwersytetu w Marburgu jeszcze w 1597 roku zaobserwowali, że objawy zatrucia ergotem pojawiają się po zjedzeniu ziaren żyta zaatakowanego przez chorobę, szczególnie gdy zboże dojrzewa w czasie wilgotnej i zimnej pogody. Przełom w badaniach nastąpił w 1764 roku, kiedy niemiecki botanik Otto von Munchhausen odkrył, że ergot jest rodzajem grzyba pasożytującego głównie na kłosach żyta.

Jednakże teoria o zatruciu sporyszem nie wydawała się początkowo trafiona. Od XVIII wieku we Francji nie odnotowano żadnego przypadku zatrucia tym grzybem. Pojawiały się zatem alternatywne wyjaśnienia tragedii, takie jak skażenie fungicydami (środkami ochrony roślin), zanieczyszczenie wody czy obecność innych mykotoksyn.

Wątpliwości budziły również argumenty przeciwko naturalnym przyczynom zatrucia. Krytycy wskazywali, że gdyby chodziło o zatrucie rtęcią (używaną do konserwacji ziarna) lub trichlorkiem azotu (nielegalnie stosowanym do wybielania mąki), skutki byłyby znacznie szersze niż tylko w jednej piekarni, w jednym mieście, jednego dnia.

Mimo tych kontrowersji, lekarze ostatecznie uznali, że to chleb z piekarni Roch Briand, zanieczyszczony sporyszem, był źródłem masowego zatrucia mieszkańców Pont-Saint-Esprit.

Dziennikarz ujawnia dokumenty CIA

W 2009 roku tajemnicza epidemia z Pont-Saint-Esprit zyskała nową, szokującą interpretację. Amerykański dziennikarz śledczy odkrył dokumenty sugerujące, że za tragicznymi wydarzeniami mogły stać nie zatruty chleb, a eksperyment prowadzony przez amerykańskie służby specjalne.

Kim był Hank Albarelli i co odkrył?

Hank P. Albarelli Jr., amerykański dziennikarz śledczy, opublikował w 2009 roku książkę A Terrible Mistake (Straszna pomyłka), w której przedstawił alternatywną teorię wydarzeń z 1951 roku. Podczas badania tajemniczej śmierci biochemika Franka Olsona, Albarelli natknął się na dokument CIA zatytułowany: "Re: Pont-Saint-Esprit i akta F. Olsona. Operacja SO Span/Francja, włącznie z Olsonem. Akta wywiadu. Dostarczyć osobiście do Belina - przekazać mu, żeby dopilnował, aby zostały zakopane".

Według Albarellego, odkryty dokument sugeruje, że Specjalny Wydział Operacyjny CIA (Special Operations Division) testował użycie LSD na mieszkańcach Pont-Saint-Esprit w ramach programu wojny biologicznej MKNAOMI, w eksperymencie terenowym oznaczonym kryptonimem "Projekt SPAN". Dziennikarz twierdził również, że znalazł tajny raport wydany w 1949 roku przez dyrektora badań z Edgewood Arsenal, w którym stwierdzono, że armia powinna zrobić wszystko, co możliwe, aby przeprowadzić "eksperymenty terenowe" z użyciem LSD.

Ponadto, korzystając z ustawy o wolności informacji, Albarelli uzyskał dostęp do raportu CIA z 1954 roku, dokumentującego rozmowę z przedstawicielem szwajcarskiej firmy chemicznej Sandoz. Po kilku drinkach przedstawiciel miał stwierdzić: "Sekret Pont-Saint-Esprit polega na tym, że to wcale nie był chleb... To nie był sporysz zbożowy".

Rola Franka Olsona i laboratorium Sandoz

Frank Olson był naukowcem związanym z amerykańskimi badaniami nad bronią biologiczną w Fort Detrick w stanie Maryland. Jako kapitan w Korpusie Chemicznym Armii USA, pracował przy tajnych programach dotyczących wykorzystania broni biologicznej. W 1950 roku uczestniczył w Operacji Sea-Spray, podczas której bakterie Serratia marcescens zostały rozpylone nad San Francisco w ramach testów.

Według Albarellego, Olson chciał odejść z armii i CIA, ponieważ zaczął zbyt dużo mówić. Jednym z eksperymentów, o których wspominał, było właśnie Pont-Saint-Esprit. Zaledwie dwa lata po wydarzeniach we francuskim miasteczku, Olson zginął w tajemniczych okolicznościach, wypadając z okna na 10. piętrze hotelu Statler w Nowym Jorku.

Siedziba firmy Sandoz znajdowała się zaledwie kilkaset kilometrów od Pont-Saint-Esprit i była jedynym miejscem, gdzie w tamtym czasie produkowano LSD. Co ciekawe, większość naukowców, którzy prowadzili dochodzenie w sprawie zatrucia w Pont-Saint-Esprit, pochodziła właśnie z Sandoz i to oni ostatecznie wskazali ergotyzm jako przyczynę.

Czy LSD mogło być dodane do chleba?

Albarelli rozmawiał z byłymi współpracownikami Olsona, dwóch z nich powiedziało mu, że incydent w Pont-Saint-Esprit był częścią eksperymentu kontroli umysłu prowadzonego przez CIA i armię USA. Naukowcy z Fort Detrick mieli powiedzieć dziennikarzowi, że agenci rozpylili LSD w powietrzu i skazili również "lokalne produkty spożywcze".

Według Albarellego, ostatecznym "dowodem koronnym" był dokument Białego Domu wysłany do członków Komisji Rockefellera utworzonej w 1975 roku do zbadania nadużyć CIA. Dokument zawierał nazwiska Francuzów potajemnie zatrudnionych przez CIA i zawierał bezpośrednie odniesienie do "incydentu w Pont-Saint-Esprit".

Jednakże teoria o eksperymencie CIA spotyka się z krytyką. Steven Kaplan, historyk i autor wcześniejszej książki o wydarzeniach, twierdzi, że byłoby to "klinicznie niespójne: LSD zaczyna działać już po kilku godzinach, podczas gdy mieszkańcy wykazywali objawy dopiero po 36 godzinach lub później. Ponadto LSD nie powoduje dolegliwości trawiennych ani efektów wegetatywnych opisywanych przez mieszkańców".

W latach 50. XX wieku Amerykanie rozpoczęli szeroko zakrojone badania nad technikami psychicznej manipulacji. W ramach tych działań, według Albarellego, armia USA testowała bojową skuteczność LSD na własnych żołnierzach bez ich wiedzy - między 1953 a 1965 rokiem substancję podano rzekomo 5700 wojskowym.

Eksperci podważają teorię LSD

Teoria o eksperymencie CIA z LSD w Pont-Saint-Esprit spotkała się z poważną krytyką ze strony naukowców i historyków. Mimo sensacyjnych doniesień Albarellego, wielu ekspertów wskazuje na liczne nieścisłości w hipotezie o celowym zatruciu mieszkańców francuskim miasteczka dietyloamidem kwasu lizergowego.

Steven Kaplan: objawy nie pasują do LSD

Najbardziej zdecydowanym krytykiem teorii o CIA jest amerykański historyk Steven Kaplan, specjalizujący się w historii francuskiej żywności i autor książki "Le pain maudit" z 2008 roku. Według Kaplana, hipoteza Albarellego jest "klinicznie niespójna" z przebiegiem wydarzeń. Przede wszystkim, LSD zaczyna działać już po kilku godzinach, natomiast mieszkańcy Pont-Saint-Esprit wykazywali objawy dopiero po 36 godzinach lub później.

Kaplan zwraca także uwagę na charakter objawów. LSD nie powoduje dolegliwości trawiennych ani efektów wegetatywnych, które opisywali mieszkańcy miasteczka. Ponadto historyk określa całą koncepcję jako "absurdalną" - idea przekazywania silnie toksycznej substancji poprzez dodanie jej do chleba wydaje się mało wiarygodna z naukowego punktu widzenia.

Problemy z technologią rozpylania substancji

Wbrew teorii o rozpyleniu LSD w powietrzu, eksperci wskazują na techniczne trudności takiej operacji w latach 50. XX wieku. Chociaż Albarelli twierdzi, że toksyczną substancję rozpylono w powietrzu, przez co drogą oddechową dostała się do organizmów mieszkańców, jednak brakuje dowodów potwierdzających technologiczną możliwość przeprowadzenia takiego eksperymentu w tamtym okresie.

W teorii Albarellego występuje również niespójność - sugeruje on, że narkotyk wchłonął się w organizmy osób znajdujących się na zewnątrz, natomiast ci, którzy przebywali w pomieszczeniach zamkniętych, nie odczuli zmian w swoim organizmie. Jednakże przeczy to wcześniejszym ustaleniom o zatruciu poprzez spożycie chleba, który konsumowano głównie w domach.

Czy LSD przetrwałoby pieczenie chleba?

Kolejnym argumentem przeciwko teorii CIA jest kwestia stabilności LSD w wysokich temperaturach. Eksperci wskazują, że dietyloamid kwasu lizergowego ulega rozpadowi w wysokich temperaturach, jakie występują podczas procesu pieczenia chleba.

Kaplan uznaje całą teorię za "szaloną" właśnie ze względu na niestabilność LSD i brak możliwości jego przetrwania w procesie wypieku. Naukowcy podkreślają, że gdyby CIA rzeczywiście chciało przeprowadzić eksperyment z użyciem LSD, wybrałoby znacznie bardziej efektywną metodę jego dystrybucji niż pieczony chleb.

W debacie między zwolennikami i krytykami teorii CIA pojawiają się wzajemne oskarżenia o kłamstwa i manipulacje. Jednak obecność obustronnej krytyki pokazuje, jak wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi w sprawie tajemniczej epidemii z Pont-Saint-Esprit.

Francja wciąż nie zna prawdy

Pomimo upływu ponad siedemdziesięciu lat od tajemniczej epidemii w Pont-Saint-Esprit, francuskie władze nadal nie przedstawiły ostatecznych wyjaśnień dotyczących jej przyczyn. Epizod ten pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych w historii Francji .

Brak oficjalnego śledztwa

Mimo pojawienia się szokujących doniesień o możliwym zaangażowaniu CIA w wydarzenia z 1951 roku, władze francuskie nie przeprowadziły kompleksowego dochodzenia w tej sprawie. Według amerykańskich mediów, po ujawnieniu roli CIA, francuski wywiad miał domagać się od Agencji wyjaśnień. Jednakże Paryż oficjalnie zdementował, że taki kontakt kiedykolwiek miał miejsce.

Czy potrzebna jest komisja rządowa?

Wiele głosów wskazuje na konieczność powołania specjalnej komisji rządowej, która zbadałaby wszystkie aspekty wydarzeń z Pont-Saint-Esprit. Ponad siedem dekad po tragicznych wydarzeniach, francuskie władze wciąż nie podjęły decyzji o rozpoczęciu oficjalnego śledztwa, które mogłoby ostatecznie wyjaśnić przyczynę masowych halucynacji mieszkańców miasteczka.

Jakie pytania pozostają bez odpowiedzi?

Mimo upływu czasu, wiele kluczowych pytań pozostaje bez odpowiedzi. Przede wszystkim: czy rzeczywiście za masowymi halucynacjami stało zatrucie sporyszem, czy może był to eksperyment amerykańskich służb specjalnych? Ponadto, dlaczego francuskie władze przez tyle lat nie były zainteresowane dogłębnym zbadaniem sprawy? W rzeczywistości, sprawa ta wciąż pozostaje jedną z największych tajemnic w historii współczesnej Francji.

Wnioski

Tajemnicza epidemia z Pont-Saint-Esprit pozostaje zatem jedną z najbardziej niewyjaśnionych zagadek medycznych XX wieku. Wydarzenia z sierpnia 1951 roku, podczas których setki osób doświadczyło przerażających halucynacji, nadal budzą kontrowersje wśród badaczy i historyków. Z jednej strony, teoria zatrucia ergotem pasożytującym na życie wydaje się najbardziej prawdopodobna z medycznego punktu widzenia. Z drugiej jednak strony, doniesienia o możliwym zaangażowaniu CIA w testowanie LSD na nieświadomych mieszkańcach francuskiego miasteczka nie pozwalają całkowicie odrzucić alternatywnych wyjaśnień.

Przede wszystkim, niezwykłość tych wydarzeń polega na ich skali oraz intensywności. Ponad 250 osób cierpiących z powodu halucynacji, 50 umieszczonych w ośrodkach psychiatrycznych i 7 ofiar śmiertelnych - te liczby wskazują na zjawisko bez precedensu. Niewątpliwie, brak pełnego wyjaśnienia ze strony francuskich władz tylko pogłębia tajemniczość sprawy.

Sprzeczne teorie, zarówno o zatruciu ergotem, jak i o eksperymencie CIA, mają swoje mocne i słabe strony. Zwolennicy pierwszej wskazują na objawy zgodne z ergotyzamem oraz związek z chlebem z piekarni Briand. Jednakże odkrycia Hanka Albarellego dotyczące dokumentów amerykańskiego wywiadu nie pozwalają odrzucić hipotezy o celowym zatruciu mieszkańców w ramach eksperymentu.

Co szczególnie istotne, francuskie władze przez ponad siedem dekad nie przeprowadziły dogłębnego dochodzenia, które mogłoby ostatecznie rozwiązać zagadkę. Ten brak działania rodzi pytania o możliwe przyczyny polityczne ukrywania prawdy.

Mieszkańcy Pont-Saint-Esprit wciąż czekają na odpowiedzi. Bez względu na prawdziwą przyczynę - zatruty chleb, eksperyment amerykańskich służb specjalnych czy zupełnie inne, nieznane jeszcze wyjaśnienie - sierpień 1951 roku na zawsze zmienił historię tego miasteczka. Przypadek ten przypomina nam również o kruchości ludzkiego umysłu i o tym, jak łatwo może on zostać zakłócony przez substancje chemiczne.

Dopóki francuskie władze nie podejmą zdecydowanych kroków w celu wyjaśnienia tej sprawy, Pont-Saint-Esprit pozostanie symbolem jednej z najbardziej tajemniczych epidemii masowych halucynacji w historii współczesnej Europy. Zatem pytanie "co naprawdę wydarzyło się w sierpniu 1951 roku?" prawdopodobnie jeszcze długo pozostanie bez jednoznacznej odpowiedzi.