Antonella Alvarez szła urokliwą uliczką C. Adarve de Artillería, jej kroki odbijają się miękkim echem od brukowanego chodnika. Słońce rzucało swoje ciepło, promienie już od świtu orzewały powietrzne. Bryza znad portu utrzymywała idealną temperaturę. Mewy latały nad budynkami i co chwile ktoś patrzył w górą wyszukując podniebnych białych lotników. To był idealny dzień na spacer.
Ubrana w jasno beżowy klasyczny trenczowy płszcz Antonella emanowała aurą tajemniczości i wyrafinowania. Dwurzędowe czarne guziki jej płaszcza zdawały się kryć tajemnicę, jakby były kluczami do ukrytego skarbu. Spacerując, Antonella nie mogła oprzeć się wrażeniu, że przyciąga ją pobliski park, który sąsiadował z muzeum marynarki. Jego bujna zieleń, las palm dosłownie w centrum miasta i kwitnące kwiaty kusiły ją, aby usiąś po środku na ławce i od codzienności. Ale dziś jej cel był inny. Jej celem był Teatro Romano de Cartagena - starożytny amfiteatr, który przetrwał próbę czasu.
Szła powoli przecieła Palacio Consistorial de Cartagena i weszła w ulicę Calle Del Aire. Zapytała ludzi stojący przy stoliku przy przed barem. Jak dostać się do Teatro Romano de Cartagena. Mężyczna powiedział Hola uśmiechnął się i wzrokiem wskazał kierunek. Kobieta stojąca z nim przy okrągłym stoliku, przełknęła kęs pizzy. Po hiszpańsku z akcentem holenderskim powidziała -za Tobą jakieś sto metrów. Antonella Alvarez podziekowała, odwróciła się uśmiechnęła się do pary turystów. Wspinała się bardzo tajemniczą uliczą do góry. Po prawej i po lewej stronie widziała bardzo stare kamienice. Na wprost zoabczyła bramę skłdającej się z dóch skrzydeł. Ku jej zaskoczeniu łańcuch i solidna kłódka informowały, że nie można wejść.